Niedziela, 22 listopada 2015

Już pierwszy dzień wyjazdu był ciekawy i pełen wrażeń, choć spędziliśmy go głównie w podróży. Można powiedzieć, że przebiegała ona w czterech etapach.

Pierwszy z nich, czyli drogę z Grudziądza do Gdańska, przemierzyliśmy busem, który zawiózł nas prosto na lotnisko. Kasia, Klaudia, Mateusz i ja byliśmy bardzo podekscytowani, ponieważ żadne z nas nie leciało dotąd samolotem.

DSC 0884


Już samo lotnisko wywarło na mnie spore wrażenie: jest nowoczesne i wydawało mi się, że personel składa się z samych uprzejmych profesjonalistów.

20151122 113809

Samolot wystartował, wznosiliśmy się wyżej i wyżej, przebijając kolejne warstwy chmur, tak, aż zaczęły przypominać powłokę szczelnie przykrywającą ziemię. Po około półtorej godziny lotu dotarliśmy do Monachium, gdzie mieliśmy przesiadkę na samolot do Rumunii.

20151122 140355

Nie uprzedzajmy jednak faktów. O ile gdański terminal wywarł na mnie pozytywne wrażenie, to ten w Monachium naprawdę mi zaimponował. Ogromny kompleks budynków, oprócz stref oczekiwania dla pasażerów, mieści w sobie mnóstwo różnych sklepów i restauracji, co czyni go podobnym do centrum handlowego. Lotnisko obsługuje tak wiele samolotów, że do właściwej maszyny jest się transportowanym za pomocą specjalnych autobusów lotniskowych.

Niestety oczekiwanie na samolot przedłużyło się i z Monachium wylecieliśmy z dwugodzinnym opóźnieniem. Lot w godzinach nocnych był nie mniej interesujący jak w dzień. Miasta widziane z dużej wysokości przez okna samolotu, jawiły się jako skupiska światełek w nocy.

Na lotnisko w Timisoara dotarliśmy około północy. Na miejscu czekali na nas przedstawiciele szkoły w Resicie – miasta będącego celem naszej podróży. Wśród tych osób znajdował się dyrektor partnerskiej szkoły oraz jedna z rodzin goszczących nas w Rumunii. Ponad dwugodzinna jazda samochodami do Resity była ostatnim etapem dzisiejszej podróży.

Moje pierwsze wrażenia na temat Rumunii Pozytywne. Resita to malowniczo położone u podnóża gór miasto, z typowo europejską zróżnicowaną zabudową, gdzie zabytki łączą się z nowoczesnymi budynkami. Wiele rzeczy wygląda tak jak w Polsce – od marek samochodów, przez banki i supermarkety, aż po pozostawiające częstokroć wiele do życzenia drogi. Mimo, że do rodzin, u których jesteśmy zakwaterowani, dotarliśmy późno w nocy, byliśmy przez nie oczekiwani.

Pierwszy dzień był wiec dla nas nie lada przygodą… a to dopiero początek.

Wasz specjalny korespondent

Karol Andrzejewski